Ryzyko wzrosło ale wciąż jest umiarkowane.
Niedziela, 19 Kwiecień 2009 12:08

Rozszerzanie się fali recesji na kolejne rynki przyniosło w ostatnim czasie szereg wypowiedzi, komentarzy i publikacji w światowej prasie ekonomicznej, dotyczących możliwości pogorszenia sytuacji w naszym regionie. Niestety, zarówno wielu komentatorów jak i inwestorów traktuje wciąż ten obszar jednolicie, co skutkowało całą gamą negatywnych opinii, również o sytuacji gospodarczej w naszym kraju. Wszyscy pamiętamy nie tak dawne prognozy zapowiadające niemalże upadek złotego. Z tej perspektywy warto byłoby przyjrzeć się bliżej jak wygląda kilka istotnych wskaźników określających ryzyka dla polskiej waluty. Z racji ograniczonej objętości niniejszego tekstu i rozległości zagadnienia skoncentruję się jedynie na wybranych ryzykach dla sektora finansowego.

Wskaźnik pożyczek w sektorze prywatnym do depozytów jest jednym z ważniejszych czynników ryzyka dla sektora finansowego. W Polsce jak widać w Tabeli 1 wskaźnik ten stale rośnie i na koniec stycznia br. znalazł się na poziomie prawie 114 procent. Oznacza to wzrost zapotrzebowania krajowych banków na zwiększenie finansowania ze strony swoich macierzystych zagranicznych banków-właścicieli. Jednak można zaryzykować tezę, iż taka sytuacja w okresie turbulencji na międzynarodowych rynkach kredytowych jest zjawiskiem normalnym. Pozytywnym elementem w obecnej sytuacji może okazać się fakt, że w Polsce w porównaniu z innymi państwami rozwiniętymi wciąż mamy do czynienia ze stosunkowo niskim zadłużeniem ludności w bankach. Jeśli wziąć pod uwagę relację kredytów hipotecznych, czyli być może najpopularniejszych w ostatnich latach, do produktu krajowego brutto to wzrosła ona w ostatnim kwartale ub. roku do ok. 27 procent, jednak wzrost ten wynika w dużym stopniu z osłabienia złotego. Potwierdzają to dane dotyczące udziału kredytów walutowych w całości udzielonych kredytów. Jeszcze w lipcu ub. roku udział ten wynosił ok. 23,7 procent, podczas gdy w styczniu br. było to już 34,2 procent. Tym niemniej jest to wciąż poniżej poziomu 50 procent uznawanego za znacznie zwiększający wrażliwość systemu kredytowego na deprecjację krajowej waluty.

Kolejnym godnym uwagi wskaźnikiem jest relacja kredytów do depozytów. Istotna jest jej wielkość, wskazująca na to, czy banki są w stanie posiadanymi depozytami pokryć akcję kredytową. Kraj gdzie ten wskaźnik znajduje się na wysokim poziomie narażony jest na znaczące ryzyko refinansowania.

Tabela 1 (stan na koniec okresu)

w procentach, rok do roku


 

sty-00

sty-01

sty-02

sty-03

sty-04

sty-05

sty-06

sty-07

sty-08

sty-09

kredyty gospodarstw domowych do depozytów gospodarstw domowych

   

34,6

36,3

38,9

43,8

50,5

56,7

66,2

80,5

97,2

113,7

kredyty gospodarstw domowych do kredytów ogółem

   

31,9

34,5

36,4

37,3

39,5

43,9

48,1

52,4

55,5

59,1

kredyty mieszkaniowe do kredytów ogółem

   

3,4

4,7

6,5

8,8

12,0

13,8

17,3

21,9

25,4

30,8

kredyty ogółem do depozytów ogółem

   

87,1

86,5

86,4

92,9

96,5

93,1

95,1

101,4

116,5

135,1

kredyty walutowe (w mln PLN) do kredytów ogółem

   

20,5

22,4

25,6

27,1

30,5

23,3

24,9

26,4

24,2

34,2

dynamika wzrostu kredytów dla sektora prywatnego

   

27,9

18,0

5,0

5,6

4,7

-1,7

5,4

16,1

30,7

29,9

Źródło: Dane GUS, NBP i obliczenia własne,

Dobrym przykładem może tu być Islandia, gdzie wartość kredytów w 2008 r. była cztery razy większa niż wartość depozytów. W przypadku Polski iloraz wynosi 135 procent, co oznacza, że kredyty przewyższają depozyty o około 35 procent. Poziom ten pomimo jego systematycznego wzrostu wciąż wydaje się bezpieczny. NBP w „Raporcie o stabilności systemu finansowego” za 2008 rok wymienia zaburzenia na rynku kredytów jako jeden z możliwych kanałów zarażenia kryzysem. Wyższy przyrost kredytów od depozytów może stanowić rzeczywiście zagrożenie. Przy czym problem stanowi raczej nie to, iż Polacy mogą gwałtownie wycofywać depozyty ale to, że banki będą miały problemy ze zrolowaniem kredytów zagranicznych którymi finansowały w dużym stopniu kredyty mieszkaniowe denominowane np. we frankach szwajcarskich.

Czynnikiem zwiększającym odporność Polski na kryzys jest z kolei stosunkowo niski udział kredytów w PKB. Na koniec III kwartału ubiegłego roku przekroczyły one poziom 45 procent, co należy uznać za wartość niską, szczególnie na tle innych krajów regionu. W Estonii wskaźnik ten kształtował się na poziomie 98 procent, na Łotwie 90 procent, na Węgrzech 66 procent a w Czechach 52 procent. We wspomnianej już Islandii, która ze zrozumiałych względów może stanowić pewien punkt odniesienia, w grudniu 2007 roku wartość kredytów przewyższała czterokrotnie tamtejszy PKB. Wzrost udziału kredytów w PKB również nie wydaje się stanowić znaczącego zagrożenia, przynajmniej na razie.
W Polsce w okresie od 2002 do końca III kwartału 2008 roku  wyniósł on 18 procent ale i w tym przypadku na tle sąsiednich państw sytuacja wygląda bardzo dobrze. Niższe tempo wzrostu odnotowała jedynie Słowacja (15 procent) w pozostałych krajach regionu tempo przyrostu kredytów w PKB było już zdecydowanie większe i tak na Węgrzech było to 31 procent, w Czechach 22 procent a w państwach nadbałtyckich od 48 do 58 procent.

W przypadku Polski na wzrost wskaźnika duży wpływ miała rosnąca ilość udzielanych kredytów walutowych.

Wykres 1.

Źródło: Dane NBP i obliczenia własne

Na powyższym wykresie widoczny jest systematyczny wzrost udziału kredytów walutowych w ogólnej kwocie kredytów na przestrzeni lat 1996-2008.  Jak można łatwo zauważyć w 2008 r. udział ten uległ znaczącemu zwiększeniu. Wydaje się, że za tymi tendencjami stał korzystny kurs złotego oraz dynamicznie rosnący wolumen kredytów mieszkaniowych (patrz Tabela 1), które stanowiły w ub.r. już ponad jedną czwartą wszystkich udzielanych kredytów. Niemniej jednak na tle regionu, udział kredytów walutowych w ogólnej sumie kredytów, na koniec 2008 r. wynoszący 32,5 procent, jest wciąż jednym z najniższych w tej części Europy. Na koniec III kw. ub. na Węgrzech w Bułgarii i Rumunii udział ten wynosił ponad 57 procent w krajach nadbałtyckich kształtował się między 60 a 80 procent, a jedynie w Czechach był zdecydowanie niższy niż w Polsce i wynosił około 8 procent.

 

Reasumując, pomimo pogorszenia niektórych wskaźników, częściowo wynikającego z czynników zewnętrznych (spadek zaufania na rynkach globalnych, ograniczenie akcji kredytowej) nie wskazują one na jakieś dramatyczne ryzyko wystąpienia krachu polskiego sektora finansowego. Można nawet powiedzieć, iż na tle państw naszej części Europy wypadamy bardzo pozytywnie. Tym samym potwierdza się ponownie teza, iż liczby nie kłamią.

 

Krzysztof Wołowicz

St. analityk makroekonomiczny,

Bank BPS S.A.

 

Tekst wyraża osobiste poglądy autora
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."